Triathlon oczami amatora

W związku z różnymi perturbacjami sporo tego sezonu zamiast na rowerze spędziłem z bezruchu. Pozostawiało to zdecydowany niedosyt, szczególnie w psychice. Moje ciało po przesiedzeniu 2 miesięcy za biurkiem jednak specjalnie do ruchu się nie wyrywa.

Jako, że ostatni weekend zapowiadał się słonecznie a ja ostatnio oglądałem zmagania Ironmanów postanowiłem zrobić mocniejszy trening. Byłem bardzo ciekawy jak moje zesztywniałe mięśnie zareagują na taki wysiłek. Oczywiście, nie porwałem się na dystans Ironman. Postanowiłem przebiec dystans olimpijski, czyli 1,5km pływania, 40km na rowerze i 10km biegu.
W cyklu treningowym wysiłek niewielki a tak…mogło być różnie.

Na start

Nadeszła najtrudniejsza chwila tego dnia. Musiałem wstać z łóżka a była dopiero 7. Po przełamaniu pierwszych oporów ta sztuka mi się udała. Po lekkim śniadaniu wsiadłem na rower i udałem się na basen. Niestety nie posiadam pianki a kąpieli w jeziorze o tej porze roku nie ma na liście moich marzeń.

Pierwsze schody zaczęły się oczywiście jeszcze przed wejściem do wody. Musiałem zostawić gdzieś rower a wejście z nim do budynku w którym znajduje się basen, zakończyło się burą od pani która tam pracowała. Po małych negocjacjach udało mi się zostawić rower w budynku. Niestety zapięcie do roweru później musiałem wieźć ze sobą na plecach. Ale przynajmniej dzięki niemu miałem czym jechać.

Udało się po ponad 6 miesiącach znowu pływałem. Ku mojemu zdziwieniu całkiem dobrze radziły sobie z tym moje płuca. Przez cały dystans nie miałem żadnych problemów z oddychaniem. Przyczyn tego nie ukrywam upatruję w regularnym treningu z powerbreathe. Taka mała rzecz a cieszy.

Po zakończonym pływaniu mały wyścig z własnymi ciuchami i panią wydającą buty. W związku z ostatnim zachwalaniem na łamach “Bikemaniaka” kosmetyków Ozone skorzystałem z dobrodziejstwa żelu Ozone Thermogel forte. temperatura na zewnątrz nie zachwycała. Muszę zgodzić się z opinią, że żel ten znakomicie spełnia swoje zadanie. Przez całą trasę mimo braku słońca, wietrznej pogodzie i jeździe w krótkich spodenkach nie odczuwałem dyskomfortu związanego z niską temperaturą.

Skoro już o całej trasie było, to wiadomo, że udało mi się zakończyć sukcesem walkę z rowerem. Jednak nie do końca było lekko łatwo i przyjemnie. Do 40km dystansu podszedłem zdecydowanie nie doceniając przeciwnika. Założenie było takie, że rower to moja najmocniejsza strona z tych sportów i nie sprawi mi żadnych problemów.

Byłem bardzo zdziwiony kiedy od 18km jechałem cały czas z silnym wiatrem w twarz. Rower MTB nie ułatwiał mi tego zadania z oponami 2.1″ na szosie.

Przejazd jednak zakończył się sukcesem bez większych perturbacji. O dziwo moje płuca nadal trzymały się dzielnie. Jak się jednak okazało najgorsze dla mnie miało dopiero nadejść.
Po odstawieniu roweru przestało być mi do śmiechu. Każde 100m biegu zostawiało ślad w kolanach. Ale jeśli już tyle zrobiłem to będę walczył do końca.

Przyznaję, że bieg poszedł mi średnio i utrzymałem tempo minimum, o jakimkolwiek jego zwiększaniu nie było mowy. Co ciekawe we znaki dały mi się kolana a nie wydolność serca i płuc.

Ostatecznie przebiegłem ten dystans z 3:27:29, co jest wynikiem fatalnym jeśli brać pod uwagę sportowca. Jednak zadowalającym dla Desc Mana.

Jednocześnie triathlon uznaję za bardzo ciekawą formę treningu jeśli nie przesadza się z dystansem. Jednak nadal nie wiem jak można biegać dystans Ironman. To zostaje w sferze nigdy nie osiągalnych dla mnie rzeczy.

Zastanawiam się jak podsumować ten trening jednym zdaniem. Chyba po prostu. Było to moje pierwsze i na pewno nie ostatnie spotkanie z tą dyscypliną.

Jarek Ziółkowski

Więcej na ten temat


2 Komentarze: do wpisu “Triathlon oczami amatora”

  1. Władza pisze:

    Brawo za wytrwałość!!!Ostatnio trenuje podobne rzeczy.Dla mnie największym szokiem była wiadomość że Jameson Button zawodnik F1 ukończył zawody na dystansie Iron Man. Zapraszam do udziału w zawodach http://www.x-duathlon.pl/index.html
    dystans akurat aby się sprawdzić.

  2. Similas pisze:

    Aby uniknac wozenia zapiecia trzeba trenowac triatlon po polsku… Jedziesz na basen rowerem, a potem biegniesz do domu, bo ci go zwineli :) Nie ma to jak “artykul o slowach kluczowych” :)

Zostaw odpowiedź