NoRowerGia 2010 – Nordkapp zdobyte!

Dobra Karma…
Ostatni etap podróży mocno mnie osłabił. Stukilometrowy przejazd do Alty w ciągłym deszczu i przy akompaniamencie wiatru dał się we znaki nie tylko fizycznie i gdy wyjeżdżałem z hotelu wiedziałem, że lekko nie będzie. Metr po metrze wydzierałem drodze przestrzeń, ale robiłem to z dużym wysiłkiem – wjeżdżałem na tereny, które dały mi popalić za pierwszym pobytem w Skandynawii. Po kilku kilometrach, gdy zostawi się Altę za plecami wjeżdża się na swego rodzaju płaskowyż położony ponad dwieście metrów nad poziomem morza, a tu, przy tej szerokości geograficznej, nic nie osłania przed wiatrem, same mchy i porosty.

W oddali, po przeciwległej stronie jednej z fiordowych zatok, dostrzegłem żółty punkt wspinający się drogą na rowerze, postanowiłem go dogonić, ale co rusz traciłem nadrobiony do niego dystans, aż w końcu zniknął mi z oczu. Zwolniłem i… zobaczyłem stojący przy sklepie objuczony rower. Gość, którego goniłem, zatrzymał się na zakupy. Tobias – Szwed jak Wiking z obrazka: długie rude włosy, ruda broda… brakowało mu tylko rogów na rowerowym kasku…

Po kolejnych kilku kilometrach już wspólnej jazdy dogoniliśmy małżeństwo z Francji, to samo, które dzień wcześniej spotkałem wjeżdżając do Alty. Państwo w wieku lat siedemdziesięciu kilku przemierzali drogę od Tromso po Nordkapp pokonując dziennie po kilkadziesiąt kilometrów.

Jazda z Tobim była jak Tour de France, co chwilę wymienialiśmy się na prowadzeniu osłaniając jeden drugiego przed wiatrem, czas leciał, ale kilometry to tak jakoś niechętnie. Kolejna godzina i kolejne spotkanie z zakręconym na punkcie rowerów człowiekiem – młodym Holendrem, który właśnie rozpoczął podróż z Nordkapp do… Ankary!!!

Kolejne Centrum Wszechświata

Skaidi;-) to mała wioska położona na skrzyżowaniu dróg do Hammerfest i Kirkenes. Na środku osady stoi… trudno to nazwać… wszystko! Motel, stacja benzynowa, restauracja, sklep, mechanik… wszystko w jednym. To tu kiedyś spałem i to stąd do Hammerfest zabrał mnie na stopa gość dwudziestometrową ciężarówką. Klient prowadził wówczas tego potwora drogą szeroką jak wiejska szosa, w pewnym momencie puścił kierownicę i zaczął skręcać papierosa…

Pomimo wspólnego wysiłku do wybrzeża dojechaliśmy późno i mocno wyczerpani. Rozstawiliśmy namioty na brzegu morza i jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki… cyk, zasnąłem;-)

Składanie namiotu zabrało Tobiemu trochę czasu, stałem i marzłem, gdy tymczasm Nordkapp czekało już tak blisko… blisko to bardzo względne pojęcie;-) Na trasie czekały nas przejazdy przez tunele, w tym – jeden postrach cyklistów- blisko siedmiokilometrowej długości, schodzący ponad dwieście metrów pod poziom morza Nordkapp Tunnelen… Dżizas!!! Pierwsze cztery kilometry umykają w oka mgnieniu – pokonałem je z sześćdziesiątką na liczniku, ale kolejne trzy to stromy podjazd. Bardzo stromy podjazd! Ubrany jak do zimowych sportów w srogich warunkach męczyłem się, żeby wydostać się na powierzchnię… pot stróżką ściekał po skroniach na brodę i kapał na kolana, słowem: sauna! Ale udało się. Gdy dopadłem wylotu ległem na trawie jak długi i patrząc w niebo cieszyłem się, że ono takie niebieskie;-) Po kolejnej godzinie byliśmy już w Honningsvag pod hotelem Rica. Wszedłem do hotelu zapytać, czy mój towarzysz może skorzystać z prysznica w moim pokoju przed znalezieniem miejsca pod namiot i gdy wyszedłem po Tobiego podszedł do nas Szkot – kolega Szweda z pracy! Tobi skorzystał z zaproszenia kumpla, a ja udałem się do siebie na zasłużony wypoczynek.

Piąty Sierpnia

Późnym popołudniem, niemalże pod wieczór, ruszyłem przed siebie drogą do nikąd. Zły na pogodę, która tak długo kazała czekać na delikatną poprawę ale i strasznie niecierpliwy dopięcia ostatniego guzika wyprawie;-) Na wolnym od obciążeń rowerze szło mi zupełnie nieźle, przez jakiś czas przystawałem, żeby poczekać na Tobiego, ale robiło mi się zimno. Trzęsąc się, zgrzytając zębami umówiłem się ze Szwedem, że spotkamy się na szczycie i fruuu;-) ze średnią piętnaście koma dwa dojechałem do bramek, gdzie zostałem przywitany przez młodą Norweżkę: Welcome Mister Polak:-O Ominąłem budynek centrum turystycznego i pojechałem po skąpany w mleku globus stojący kilka metrów od skraju klifu. Na chwilę stałem się atrakcją dla niemieckich turystów z Hurtiguten, którzy ustawili się w kolejce do robienia zdjęć;-) Poczekałem na Tobiego i razem weszliśmy do budynku, a tam… na recepcji… Welcome Mister Polak:-O Tak niewiele dla jednych jest CZYMŚ uskrzydlającym dla innych. Po chwili dzierżyłem w dłoni certyfikat zdobycia Nordkapp, a recepcjonista prowadził mnie i mojego towarzysza broni do baru, gdzie czekały na nas kieliszki szampana… Mówiłem już, że z Fiordami.com mogę jechać na biegun?

Różne mamy cele, pragnienia, marzenia które chcemy zrealizować… Dzień wcześniej, czwartego rano, pijąc kawę w Centrum Wszechświata w Olderfjord patrzyłem na swój gotowy do drogi rower i tęskniłem do podróży, wiedząc, że do celu zostało raptem sto kilometrów z hakiem, bo jak miałem się przekonać: nie sam cel jest ważny, ale droga, którą do niego idziemy. W ciągu dwóch ostatnich dni odebrałem też kilka telefonów w służbowych sprawach i Szwed zapytał co jest prawdziwe, czy to życie tam gdzieś, praca, obowiązki… czy to, że jesteśmy tu, śpimy w namiotach gdzieś na brzegu morza, lasu, w towarzystwie reniferów jemy śniadanie i stajemy się mijanym przez innych w pędzie krajobrazem… Wszystko jest prawdą! Nie ma rzeczy abstrakcyjnych, tylko czasami brakuje nam determinacji, albo Dobrej Karmy;-) Trudno mi uwierzyć, że spotkanie z Tobim było przypadkowe, może Ci, którzy starali się z Góry czasami poprawić mi humor lepszą pogodą i którzy na chwilę zapomnieli o mnie przed Altą stwierdzili, że trzeba mi to jakoś wynagrodzić poprzez towarzystwo tego roześmianego włochatego rudzielca? Nic nie jest abstrakcją!

Krzysztof Polak, Norowergia.pl

Od Bikemaniaka

Gratulujemy zdobycia Nordkapp. Dziękujemy za relacje i współpracę. Powodzenia w dalszych wyprawach bo to już raczej uzależnienie.

Zespół Bikemaniak.pl

Więcej na ten temat


1 Komentarz: do wpisu “NoRowerGia 2010 – Nordkapp zdobyte!”

  1. Sławek pisze:

    Byłem, jest tam mega pięknie i daleko. Byłem samochodem, ale z rowerem.
    Dojechać tam rowerem, wyczyn.
    Szanuje i gratuluję.

Zostaw odpowiedź